W Indiach nic nie jest proste. Przy każdym meldunku w hotelu wypełniane są
niezliczone ilości formularzy, odpowiadamy na niezliczoną ilośc pytań. Przy korzystaniu z internetu musimy okazać paszport, z którego dane są spisywane. Kiedy wchodzimy do Taj Mahal jeden z pilnująch odbiera od nas bilety i podaje koledze. Ten odrywa kupon, kasuje bilety specjalnym dziurkaczem, a potem jeszcze stempluje. Dlaczego zatemm, w swej naiwności sądziliśmy, że kupienie znaczków na pocztówki może być łatwe?
Znalezienie poczty w Agrze nie było trudne, schody zaczęły się wewnątrz. Oczywiście, pomimo, że Agra to miejsce bardzo turystyczne wewnątrz poczty nie ma żadnych informacji po angielsku. Popatrzyliśmy z głupimi minami po sobie, kiedy podszedł do nas facet i zapytał po angielsku: znaczki? I zaprosił nas wprost do pokoju naczelnika. Po paru minutach pan naczelnik skończył rozmawiać przez telefon i zajął się nami. Spytał ile tych kartek i dokąd. Niestety nie uwierzył na słowo i kazał sobie je pokazać. Policzył, zadzwonił po kogoś. Przyszła kobieta, potem kolejna. Zrozumieliśmy, że nikt w zasadzie nie wie ile kosztują znaczki do tach egzotycznych krajów jak Polska i Wielka Brytania. Wezwano kolejną panią. W szczycie obsługiwało nas 5 osób. Podawali sobie nasze kartki wesoło komentując obrazki i probując czytać co napisaliśmy. Byłem dziwnie spokojny. Podano nam wodę więc miałem czym się zająć. Atmosfera robiła się groteskowa. W końcu ustalili, że jeden znaczek kosztuje 25Rs. Pani przyniosła znaczki, pan naczelnik wziął pieniądze. Miałem nadzieję, że to już koniec. Dadzą nam znaczki i sobie pójdziemy. Niestety nie. Naczelnik z dumą wykopał z dna szafy tubę kleju i miła pani zaczęła naklejać znaczki. Na każdej kartce po trzy. Różnie jej to wychodziło. Ja dostałem z tego wszystkiego głupawki i zacząłem się śmiać. Na szczęście mogłem się schować za szklanką z wodą. Nakleiła. Pan Naczelnik podał nam żebyśmy sprawdzili, że rzeczywiście kosztują 25Rs i każdy ma znaczek. Zgadzało się. Naczelnik odebrał z dumą kartki i zaproponował nam kawę. Niestety odmówiliśmy. Wysłanie 10 kartek zajęło nam 40 minut, a Taj Mahal czekał.
Ciekawe czy wogóle dojdą. Nie miałem odwagi zapytać czy to poczta lotnicza. Może trzeba by dokupić kolejne znaczki?
w.



hehe, super historia – wiem już jak kupić znaczki, tylko nadal nie jestem przekonany że te znaczki za 25Rs będą wystarczające aby kartki doszły
chłopaki sprawdziłem, i przepłaciliście
Znaczek na kartkę wysyłaną droga pocztową do Polski powinien kosztować 12 Rs. Przynajmniej tak “mówi” strona Indyjskiej poczty:
http://www.indiapost.gov.in/netscape/tarifffgn.asp?item=POLAND%2CAir+Mail+Post+Card%2C%2C%2C%2C%2C%2C%2C
Pozdrawiam
no jak sie okazuje woda, towarzystwo naczelnika i jego dworu kosztuja dodatkowo:) W Delhi wysyłałem po 15Rs.
Myślę, że to nie jego złośliwość i chęć oszukania, ale jak scena z Misia – “Londyn? Nie ma takiego miasta. Jest Lądek, Lądek Zdrój…”
na szczescie okazało się, że zarówno te tańsze jak i droższe znaczki zadziałały. Wszystkie kartki doszły do adresatów, nawet zaskakująco szybko.