godzina zero…

4 04 2009

Długo czekaliśmy i nadszedł czas urlopu. Teraz tylko troszkę siedzenia w samolocie: 13 godzin + postój w Dubaju i będziemy na miejscu.

Myśli kłębią się w głowie – chyba najbardziej, czy Tajlandia jest ta sama co 2, 3, 4, 5 lat temu. Dawno tam nie byliśmy i coraz bardziej czuję narastające podniecenie (nie mylić z seksualnym). To coś takiego jakby wracać do domu po długiej nieobecności. Przez te dwa ostatnie lata było mało takich dni, kiedy nie myśleliśmy: która tam godzina; czy ludzie zatrzymywali się o 18.00 aby wysłuchać hymnu snującego się na dworcach, urzędach z głośników; jaka jest aktualnie temperatura; co robił Król, czy jest zdrowy, bo ma już swoje lata…

Chyba część z nas została w Tajlandii na dobre i cieszy się jak dziecko, gdy tam wracamy.

Wracamy do Tajlandii na 2,5 tygodnia i jestem przekonany, że będziemy się tam czuć jak u siebie…

m.


Działania

Informacja

Dodaj komentarz